III Niedziela Zwykła
(Mk 1,14-20)

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

 

Czytając teksty dzisiejszej liturgii stawiam sobie pytanie: Co to znaczy zostawić wszystko i pójść za Jezusem? I wracam myślą do tego momentu pierwszego zachwytu, pierwszego poruszenia serca, i tego pierwszego nieporadnego „tak”. Apostołowie (mówi Słowo) zostawili wszystko, i poszli za Nim. Bo doświadczyli Jego miłości, odnaleźli Mesjasza.

I wiedzieli że już więcej nie potrzebują szukać. Teraz potrzeba aby ON stał się w nich wszystkim. A św. Paweł…, wcześniej wróg i prześladowca Chrystusa. Jedno spotkanie z Jezusem tak dalece przemieniło jego życie, że z zaślepionego nienawiścią człowieka stał się Apostołem Miłości. Nie bez kozery wspominam tego Apostoła, bowiem Kościół dzisiaj stawia go nam przed oczy, ukazując moment jego nawrócenia. I nie mogę wyjść z podziwu i zachwytu nad Miłością Boga do człowieka. Gdyby nie owo spotkanie, gdyby nie światłość, (illuminatio – jak powie później św. Augustyn) życie tego człowieka, ale też i moje byłoby ciemnością. Doświadczenie tego spotkania noszę w sobie do dziś. Jest ono jak perła nieco pokryta kurzem codzienności. Ale trzeba ją wydobyć na zewnątrz, pozwolić by zajaśniała na nowo, wnosząc światło owego przemieniającego spotkania.

Zostawić wszystko… wydaje się tak bardzo trudne, zostawić bez rozdartego serca.

I uczynić JEZUSA WSZYSTKIM! By był jedynym Panem, i by nie było innego dobra, poza Nim (por. Ps. 16,2) Poddaję Ci dzisiaj Jezu to wszystko, co nie jest Wszystkim w Tobie, dziękuję Ci za św. Pawła i jego doświadczone życie, za każde doświadczone życie. Doświadczone pięknem i zmartwychwstaniem, doświadczone grzechem i ohydą. Prześwietl to Jezu swoim światłem. Niech każda ciemność i ohyda zostaną przebóstwione przez Ciebie. Ufam całym sercem, że nawet najciemniejsze życie człowieka może stać się najcenniejszą Twoją zdobyczą. Jak u świętego Pawła, jak u wielu innych świętych i nieświętych…

ks. Piotr Mazur


Nieporozumienia, kłótnie, niezgoda nie są prostym skutkiem różnicy poglądów. Ludzie różnią się, bo każdy jest niepowtarzalny w swym indywidualnym istnieniu. Różnorodność nie musi prowadzić jednak do konfliktów, o ile ludzie umieją ze sobą rozmawiać. Skłonni są do wysłuchania i kompromisów. Wspólnie starają się, by dojść do prawdy, nie stanowią świata wzajemnie odpornego na siebie. Taka postawa wydaje się być niekiedy czymś nieosiągalnym, zwłaszcza wtedy, gdy obserwujemy rozmowy i kłótnie polityków, pracodawców i pracowników, broniących i walczących o swoje racje. Niektórym zdarza się nawet rozmawiać z telewizorem: „co za bzdury oni wygadują”, „to wszystko złodzieje i mafia”, „tylko układy się liczą”. Takie stwierdzenia nie są rzadkością. One też niestety odkładają w człowieku żółć, złość i niechęć. Uogólniają i zawężają widzenie świata. Czy możliwa jest zmiana takiego sposobu widzenia?

Chrystus proponuje i zachęca do spojrzenia, które zaczyna się od nawrócenia. To słowo „klucz” dla zrozumienia chrześcijaństwa. Oznacza najpierw porzucenie takiego stylu i zachowań, które spłycają człowieka. Zmiana ta zaczyna się od serca i głowy. To dobra wola i refleksja mogą sprawić, że sięgniemy w głąb siebie. Na tym jednak nie można poprzestać. Trzeba pójść też dalej. Zwrócić się ku temu, co prawdziwe, dobre i piękne. Pokazać może to w pełni tylko Bóg. On się nie układa, nie jest interesowny. On pragnie, by człowiek nieustannie się otwierał i rozumiał siebie, innych, świat. Odchodził i podążał po drogach porozumienia, pokoju i zgody.

ks. Andrzej Leszczyński


Jesteśmy w Ewangelii świadkami działalności Jezusa z Nazaretu w słynnym pierwszym dniu w Kafarnaum. Ten dzień można streścić tak: Jezus naucza, wyrzuca złe duchy, uzdrawia chorych, trwa na modlitwie. Jego obecność i działanie wybawia od zła, uwalnia od grzechu, od choroby i cierpienia, przynosi nadzieję w sytuacjach, które po ludzku są trudne i beznadziejne. Zaś źródłem misji, działalności Jezusa jest modlitwa - spotkanie z Ojcem. Ledwie 16 wersetów ewangelii św. Marka, a Jezus już "zdążył" powołać czterech ludzi, którzy Go nie opuszczą, zawsze będziemy ich widzieć u boku Jezusa. Jezus przyszedł wypełnić Stary Testament. Czas wyznaczony przez Boga na spełnianie obietnic właśnie nadszedł i trwa nadal.
Wyciągnięcie ludzi z morza: "uczynię was rybakami ludzi" nie oznacza, że Jezus ich "wyłowił" ze środowiska, w którym żyli, gdzie byli szczęśliwi, ale oznacza, że pragnie ich "wyłowić" z tego wszystkiego, co było ich burzą, z tego wszystkiego wobec czego byli bezradni, ze zła, słabości, grzechu.

Jezus nawiązuje do misji Jonasza, jeszcze 40 dni a Niniwa zostanie zburzona, to misja ratunkowa, ostrzec przed niebezpieczeństwem, udzielić pomocy nawet, a może właśnie zwłaszcza tym, którzy podążają ku zgubie i zagładzie. Jezus chce zbawić od samozagłady, tych, którzy zostając w grzechu, zostają jakby na tonącym okręcie, zmierzając ku swej zgubie. Jezus wzywa, by oddać Jemu to wszystko, co ciągnie nas na dno i pochwycić się Go mocno. Jezus odwołuje się do księgi Jonasza, a mieszkańców Niniwy stawia za wzór.

"Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je" - ostrzega Jezus. A tym, którzy żądali znaków, odpowiada: żaden znak nie będzie wam dany oprócz znaku Jonasza. ponieważ oni wskutek nawoływania nawrócili się.
"Jeszcze 40 dni a Niniwa zostanie zburzona". Nie chodzi tu zemstę Boga, ani o ukaranie człowieka, Bóg pragnie objawić dramat grzechu i trwania w nim, które grozi zagładą. Człowiek, który nie wchodzi na drogę nawrócenia i nie podejmuje decyzji o zmianie kierunku życia zmierza ku śmierci. Nasz Bóg jest Bogiem oczekiwania, Bogiem wypatrywania człowieka, jego nawrócenia, skruchy, powrotu. by okazać miłosierdzie, by uratować, by wybaczyć i więcej nie pamiętać grzechu.
Niniwa radykalnie odmienia swoje życie. Przechodzi od niewiary do wiary. Uznaje swój grzech, zrywa ze złem, przyjmuje nowe życie. Prorokowanie Jonasza i wezwanie Jezusa do nawrócenia, to prośba Boga do człowieka, aby pozwolił się ocalić. Jezus wzywa Cię w swoim pierwszym kazaniu: nawróć się, , uwierz Bogu, pójdź za Mną. Bycie chrześcijaninem to kroczenie za Jezusem, ufanie Mu, gdyż inaczej nie zgodzimy się na Jego wymagania. To zawierzanie Mu wszystkich tych spraw, w których to my chcemy dzierżyć ster, decydować. To porzucenie takiego sposobu postępowania, który nie jest zgodny z Ewangelią, z prawem miłości. Potrzeba nawrócenia jest pilna, na nic innego nie ma już czasu. Trzeba zająć się sprawami życia wiecznego. Nawrócenie zmienia spojrzenie na wszystkie aspekt życia: życie małżeńskie, cierpienie, samotność, szczęście, zakupy, seksualność. To wszystko zaczyna wyglądać inaczej, gdy Jezus jest tam zaproszony, gdy może tam działać swoją łaską.

ks.Marek Czyżewski

 


Szkoła Nowej Ewangelizacji Gdańsk ® 2006