|
|---|
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
Mt 28,16-20 (z dn. 4.05.2008 r.)
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. |
Chrystus wstępujący do nieba to nie bohater spektakularnego wydarzenia. Nie chodziło o zadziwienie ludzi - czynił przecież tyle zdumiewających rzeczy wcześniej. I tak wielu, jakże bardzo wielu, nie uwierzyło widząc "same dzieła" (zob. J 14,11). Nie potrzeba było jeszcze jednego cudu. Chrystus wstępując do nieba pozostawia swoim uczniom bardzo konkretną misję do wypełnienia. Podczas gdy Jego już nie będzie na świecie w postaci, w jakiej Go poznali, ma nadal trwać Jego dzieło. To uczniowie mają je przedłużać. Potem uczniowie uczniów a następnie ich kolejni słuchacze. Tak przedłuża się tajemniczy łańcuch pochodzący od samego Jezusa. My też do niego należymy i wcale nie jesteśmy ostatnim ogniwem. Czasami wydaje nam się, że jesteśmy najważniejsi, niepowtarzalni, że cała historia miała po prostu dotrzeć do naszego ogniwa. Ale patrząc wstecz trzeźwiejemy zdając sobie sprawę, iż jesteśmy jednymi z wielu. Przyszli inni po naszych pradziadach, przyjdą inni także po nas. A my posiadamy to samo zadanie: mamy głosić, świadczyć o Chrystusie. I to niestrudzenie. Mamy przysparzać Mu coraz to nowych uczniów. Piękne zadanie. A jakże odpowiedzialne zarazem. I tutaj pojawia się tajemnica, ponieważ aktualne pozostaje zapewnienie Jezusa, iż pozostaje z nami aż do skończenia świata. Dziwne to: odchodzi a jednak pozostaje. Zaczyna się tutaj jednocześnie wielka przygoda wiary. Świat nie widzi już Chrystusa inaczej jak poprzez nas, jednak my nie działamy wyłącznie własną mocą, siłą własnej decyzji. Jezus jest z nami. W inny już sposób niż podczas swojego historycznego życia. Ale jest to obecność nie mniej skuteczna. Jeśli patrzę na wspaniałe dzieła miłości, jakie wydarzyły się po odejściu Jezusa oraz na równie wspaniałych ludzi, którzy je tworzyli, wiem, że obecność Chrystusa nadal jest obecnością skuteczną. W tajemniczy sposób. Jest to dla mnie wielką radością i jednocześnie źródłem wielkiej nadziei. Nie jestem sam z moimi planami, dobrymi zamiarami. Jest przy mnie Jezus, któremu zależy na tym pewnie o wiele bardziej. On będzie nalegał, dopingował mnie, mobilizował. Obym był pojętny w moim pójściu przed siebie, które jest jednocześnie kroczeniem za Jezusem. ks. Andrzej Dańczak
|